Wycieczka klas II C, III B, III C

Jedenastego października odbyła się wycieczka klasowa do muzeum obozu koncentracyjnego „Majdanek”- dzielnicy Lublina ( podczas wojny miasto nie było tak rozległe obóz bezpośrednio do niego nie przylegał) oraz do Kozłówki. Jeszcze w czasie podróży dobrze było „nastroić się” przed zwiedzaniem, tak strasznego i zmuszającego do refleksji miejsca.

„Powiedz wdzięczna kobzo moja
U mnie lico-duma twoja
Cóż może być piękniejszego
Nad człowieka rycerskiego?”

Słowa piosenki zespołu Lao Che ( nieco zmieniona wersja wiersza Adama Czachorowskiego), same w sobie zmuszają do refleksji…

Około godziny 11.00 dotarliśmy do obozu. Przerażające jest, że powierzchnia, na której niegdyś znajdował się obóz, była tak rozległa. Trudno sobie wyobrazić, że zachowana i udostępniona do zwiedzania część Majdanka to tylko niewielka część „machiny do zabijania”. W drodze do bramy obozu (która była punktem, od którego rozpoczęło się zwiedzanie), przechodziliśmy obok pomnika poświęconego ofiarom.

Pomnik nie zrobił na mnie wrażenia, choć jego postawienie w tym miejscy było bez dwóch zdań konieczne. Jednak ze względu na rok jego otwarcia (1968), idea jego powstania nie jest aż tak oczywista. Powstał w okresie Polski Ludowej, która wobec ludności cywilnej i wrogów systemu komunistycznego nie pozostawała bez winy. Z rąk NKWD i bezpieki, podczas wojny i długo po jej zakończeniu, zginęło wielu cywilów, żołnierzy podziemia, a ich rodziny przez lata były prześladowane. Dlaczego więc zbrodniarz zapomina o swoich przewinieniach i wytyka je innemu zbrodniarzowi? Jedynym wnioskiem, który nasuwa mi się w takiej sytuacji, jest opinia, że komuniści chcieli zatuszować swoje winy i odwrócić uwagę od zbrodni przez nich popełnionych. Twierdzę więc, że pomnik przed obozem koncentracyjnym w Majdanku, nie powstał tylko ze szczerych intencji ludzi, którzy pragnęli upamiętnić ofiary nazizmu, lecz władza chciała wykorzystać go do celów propagandowych.

Po przekroczeniu bramy wjazdowej, klasa zapoznana została z muzealnymi ekspozycjami. Zwiedzamy plac przeładunkowy na którym zatrzymywał się każdy transport nowo osadzonych więźniów, tutaj odbywała się selekcja. Wokół placu stoi szereg baraków. Nikt nie zliczy ile cierpienia zobaczyły te mury, nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie skali ludzkich dramatów, które miały tu miejsce. W tym miejscu były rozdzielane rodziny, odbierane rzeczy osobiste oraz dzielenie ludzi na zdolnych i nie zdolnych do pracy. Niezdolni do pracy byli zabijani praktycznie zaraz po przyjeździe. Kolejno przechodzimy do łaźni w tym miejscu więźniowie obozu którzy mieli pracować na rzecz III Rzeszy, byli goleni i dezynfekowani. W tym miejscu interpretacja tekstu , który przytoczyłem wydaje się banalna. „U mnie lico- duma twoja”. Ludziom odebrano wszystkie kosztowności, są rozbierani i goleni często przy tym bici, szykanowani i zastraszani tak, że nikt nie stawia oporu. Nadstawiają drugi policzek, aby być poniżonym przez, w ich mniemaniu wyższych rasowo oprawców, którzy karmieni latami nazistowską ideologią, nie mają ludzkich uczuć, obnoszą się ze swoją obrzydliwą postawą i są dumni z takiego postępowania.

Przechodzimy do obozowych baraków, aby zwiedzić ekspozycję. Przewodnik opisuje sylwetki poszczególnych katów Majdanka. Rzecz dziwi i szokuje w sytuacji związanej z odpowiedzialnością za zbrodnie wojenne. Większość z tych morderców, po latach 50, żyje swobodnie na wolności bez żadnych konsekwencji, są zwalniani z więzień lub po prostu do nich nie trafiają.

Na ekspozycji dużą uwagę zwiedzających zwracają dwie, duże, rzeźbione sylwetki żółwia i jaszczurki - symboli Polski podziemnej. Wykonane zostały na zlecenie komendanta obozu przez polskiego więźnia, a przed wizytacją Czerwonego Krzyża. Mimo tak wielkiego upokorzenia warunkami życia, wyczerpującą pracą i świadomością że można nie przetrwać w tym miejscu następnego dnia, człowiek miał na tyle odwagi i motywacji, że pod nosem oprawców, zwyczajnie z nich szydził. Jego postawa, bez dwóch zdań, była godna nazwania rycerską.

Kolejny barak - gdzie składowane są do dziś buty wszystkich więźniów, zabierane przed przydzieleniem im więziennych pasiaków. Dopiero teraz można uświadomić sobie skalę zbrodni. Każda para miała swojego właściciela, który najprawdopodobniej zginął w tym miejscu. Liczby przedstawione na szklanym ekranie lub na karcie papieru nie robią tak przerażającego wrażenia, jak to miejsce. Każdy z tych ludzi, mimo wojny, miał plany na przyszłość, kochał, jadł. Wyrwany ze swojej rzeczywistości, przyjechał tu aby zginąć. Myślę, że wielu z nas nie wytrzymałoby psychicznie w takich warunkach.

„Zwiedzanie” (o ile tak to można nazwać, ponieważ nie było to miejsce, które można komukolwiek polecić) krematorium nie było czymś przyjemnym. Nie ma co dziwić się starszemu pokoleniu dlaczego podchodzą z wielkim dystansem do Niemców, którzy wciąż uchylają się od poniesienia konsekwencji i nadal tuszują sprawy związane ze zbrodniami hitlerowskimi.

Po wyjściu, udaliśmy się na miejsce spoczynku tysięcy ludzi zamordowanych na Majdanku, miejsce pamięci o ofiarach podłej zbrodni, która niewątpliwie miała wpływ na losy świata. Należy pamiętać, że mauzoleum powstało za przyzwoleniem władzy, która miała krew na rękach. Te dwa fakty niewątpliwie, prowadzą do wniosków, które są również przestrogą dla przyszłych pokoleń. Wiek XX był brutalny i pochłonął wiele ofiar, które zginęły z rąk różnych oprawców. Dziwi jednak fakt, że potomkowie ofiar i sprawców zbrodni, które miały miejsce w wielu częściach świata i dotykały wielu często niewinnych ludzi, nie umieją dojść do porozumienia. Potomkowie katów wypierają ze swojej świadomości niepodważalne dowody, lawirują między prawdą a fikcją i nie przyznają się do historii swojego narodu.

Po ułożeniu tych myśli w głowie, obserwując postawę moich rówieśników odnośnie historii, sytuacją jaka rodzi się na arenie międzynarodowej, w tym artykułów o rzekomych „polskich obozach zagłady”, pojawia się gorzka refleksja… Cytat najlepiej oddaje co każdy z nas czuje, gdy niesłusznie posądza się Polaków o zbrodnie w latach 1939-1945.

„Powiedz wdzięczna kobzo moja,
U mnie lico-duma twoja,
Aż ktoś znowu zacznie myśleć
Żeby mną se mordę wytrzeć”

Około godziny 13.00 zakończyliśmy zwiedzanie Majdanka i wyruszyliśmy do Kozłówki.

W Kozłówce zwiedzaliśmy pałac rodu Zamoyskich, w głównym holu zapoznaliśmy się z drzewem genealogicznym tej rodziny. Przewodnik oprowadzał nas kolejno po każdym pomieszczeniu użytkowym rezydencji, w którym zachowała się obszerna ilość obrazów.

uczeń klasy II C

Image X of Y | « Previous | Next »